czwartek, 26 kwietnia 2007

Kawał - Suzuki

Coś na poprawienie humoru:

Pierwszego dnia szkoły, przed rozpoczęciem lekcji, nauczycielka przedstawia nowego ucznia amerykańskiej klasie:

- To jest Sakiro Suzuki z Japonii.
Lekcja się zaczyna. Nauczycielka mówi:
- Dobrze, zobaczymy jak sobie radzicie z historią. Kto mi powie, czyje to są słowa: "Dajcie mi wolność albo śmierć"?
W klasie cisza jak makiem zasiał, tylko Suzuki podnosi rękę i mówi:
- Patrick Henry, 1775 W Filadelfii.
- Bardzo dobrze Suzuki. A kto powiedział: "Państwo to ludzie, ludzie nie powinni więc ginąć"?
Znowu wstaje Suzuki:
- Abraham Lincoln, 1863 w Waszyngtonie.
Nauczycielka spogląda na uczniów z wyrzutem i mówi:
- Wstydźcie się. Suzuki jest Japończykiem i zna amerykańską historię lepiej od Was!
W klasie zapadła cisza i nagle słychać czyjś głośny szept:
- Pocałuj mnie w dupę pieprzony japończyku
- Kto to powiedział? - krzyknęła nauczycielka na co Suzuki podniósł rękę i bez czekania wyrecytował:
- Generał McArthur, 1942 w Guadalcanal, oraz Lee Iacocca, 1982 na walnym
zgromadzeniu w Chryslerze.
W klasie zrobiło się jeszcze ciszej i tylko dało się usłyszeć cichy szept:
- Rzygać mi się chce...
- Kto to był? - wrzasnęła nauczycielka, na co Suzuki szybko odpowiedział:
- George Bush senior do japońskiego premiera Tanaki w 1991 podczas obiadu.
Jeden z naprawdę już wkurzonych uczniów wstał i powiedział kwaśno:
- Obciągnij mi druta!
Na to nauczycielka zrezygnowanym tonem
- To już koniec. Kto tym razem?
- Bill Clinton do Moniki Levinsky w 1997 roku w Gabinecie Owalnym w Białym Domu - odparł Suzuki bez drgnienia oka.
Na to inny uczeń wstał i krzyknął:
- Suzuki to kupa gówna!
Na co Suzuki:
- Valentino Rossi w Rio na Grand-Prix Brazylii w 2002 roku.
Klasa już całkowicie popada w histerię, nauczycielka mdleje, gdy otwierają
się drzwi i wchodzi dyrektor:
- Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem.
Na co odpowiada Suzuki:
- Leszek Miller do wicepremiera Hausnera na posiedzeniu komisji budżetowej w Warszawie w 2003 roku

wtorek, 24 kwietnia 2007

Dzień w pracy

Od dwóch dni prześladuje mnie jakiś błąd w programie, staje się to pomału nużące, zamiast pracować, debuguję. Udało mi się dzisiaj wyciągnąć mojego kolegę z biura i przejść po okolicy. On jest z Kalkuty, na rolnictwie się zna lepiej niż ja. Oczywiście były problemy w komunikacji, bo jak tu nazwać rzepak, wszelkie zboża i żyjątka po angielsku, ale na migi się dogadaliśmy. U nich podobno często się podlewa uprawy, tak jak i tutaj, w Polsce zwyczaj raczej rzadko spotykany. Dodatkowo oni zbiory mają dwa, trzy razy w roku, ale to głównie ryż, który przecież zwykle "pływa" w wodzie. Rzepak zakwitł i ma piękny jasno-żółtawy kolor. Nie wiedziałem, że las jest tak blisko. Siedzimy w jednym z nowocześniejszych ośrodków astrofizycznych na świecie, obok w ESO (European Southern Observatory) anteny wystawione są do odbierania danych z satelitów, a przez nie z odległych zakątków wszechświata, a tu przysłowiowa krowa za miedzą. Płynie sobie też tu rzeczka, która przechodzi przez środek całego kampusu. Tak spokojnie, na łonie natury. W Monachium w ogóle jest mnóstwo zielni, w miejscu gdzie mieszkam są same parki i ogrody, a ptaki śpiewają od wczesnego rana do późnej nocy.

Swego czasu rozmawiałem ze swoim kolegą o Shahrukh Khanie, bardzo mi się podoba kilka jego filmów, a w szczególności "Swades" o wyprawie naukowca z NASA do ojczystych Indii, wielka miłość, piękny musikal. Pod względem kolorów, scen i ujęć teatralnych z ogromnym rozmachem uwielbiam natomiast inny film z tym aktorem z 2001 roku : "Czasem słońce, czasem deszcz" (recenzja) - "Kabhi Khushi Kabhie Gham...". To jest zupełnie inne kino w porównaniu do tego czym nas ostatnio raczą w europie, odprężająca komedia, scenografia zapierająca dech w piersiach i sceny taneczne z udziałem setek statystów z rewelacyjną zapadającą w sercu muzyką.

O wiedzy i współodczuwaniu

Nawiązując do stylu, który tak bardzo spodobał mi się u wielu filozofów, a w szczególności u Plotyna, postanowiłem co ciekawsze wątki zaczynać od słów "O ...",nadaje to z jednej strony powagi tematowi, ale również jest prozaicznie śmieszne.

Myślałem nad tymi słowami wielokrotnie, układałem te zdania w głowie już tyle razy... Na wstępie trzeba zauważyć, że często będę się posługiwał pewnie bardziej naukowymi wywodami, takie są mi bliskie, ale nie oznacza to pełnej identyfikacji z tą jedną płaszczyzną, wprost przeciwnie, uwielbiam także typowo artystyczne podejście do życia, ale trudniej mi się w nim poruszać. To jest piękne na swój sposób, te istnienie wielu poglądów, ciekawych ludzi, miejsc, przemyśleń, całej gamy różnorodności.

Zawsze kiedy coś się pisze, prezentuje trzeba pamiętać o tym, że wiedza ta wywodzi się z aktualnego doświadczenia, zwykle nazywam to w swoim prywatnym języku kontekstem. Pamiętając o tym może zauważyć, że poglądy te zmieniają się, kształtują, rozwijają. To co dzisiaj jest prawdą ostateczną, jutro może być zaledwie mgłą. Chyba ludzie nie pamiętają o tym tak często. Ta wielorakość poglądów ich jakby nie dotyczy, spierają się, kłócą, a przecież różnorodność jest wpisana w otaczający nas świat. Pamiętajmy o tym, wiedzmy, że każdy dysponuje takim swoim kontekstem ciągle się zmieniającym i kształtującym. Możemy posłużyć się tutaj ciekawym ćwiczeniem, kiedy z kimś rozmawiamy i zupełnie nie rozumiemy tej osoby, spróbujmy wejść w jej tok myślenia, zobaczyć co ona czuje, dlaczego tak postępuje, zachowuje się. Ćwiczenie te wyrabia w nas niezbędne i kształcące się współodczuwanie. Po drugie pamiętajmy, że istnieje ta multiwymiarowość, nie starajmy się kogoś spłaszczać do swojego świata, wprost przeciwnie dajmy mu powietrze, aby się rozwijał po swojemu. Wymiana poglądów to cenna sprawa, ale nie za cenę zupełnej ignorancji, a w nią jest bardzo łatwo wpaść.

Kartezjusz w swojej "Rozprawie o metodzie" prezentował taki pogląd, że inni filozofowie mogą odwoływać się tylko do tego co bezpośrednio było przez niego napisane. Jest to słuszny pogląd, ale czy filozof tak bardzo może się zapędzić, aby twierdzić, że to co napisze jest niezmiennikiem jego myśli, poglądy przecież ewoluują. Ale to druga bardzo cenna uwaga, od mojej siostry wiem, że uczą tego na socjologii i dziennikarstwie. Zawsze sprawdzajmy informacje, które posiadamy, szczególnie te z drugiej ręki. Wiele z nich jest zupełnie nie prawdziwie rozsyłanymi plotkami. Pamiętajmy o tym, zawsze kiedy coś mówimy zdajmy sobie sprawę z granic prawdziwości tego o czym się wypowiadamy.

"Wiesz, słyszałem, że ludzie w Australii chodzę na rękach"
"Naprawdę",
"No pewnie".
(tak się rozsyła multum wiadomości)

"Wiesz, że naukowcy dowiedli, że sól jest niezdrowa, cukier też"
"Niedowiary"
"W ogóle, jakby się tak zastanowić, to w ogóle jedzenie jest tak niezdrowe"
(Chyba Francuzi w to wierzą, bo używają jak najmniejszej ilości przypraw, nawet ziemniaki podają bez soli.)

W innym miejscu czytałem, że nie jest wcale aż tak ważne o czym się plotkuje, ale sama czynność plotkowania, pozwalająca rozwijać kontakty międzyludzkie. Zatem może z tymi plotkami nie jest wcale tak źle jak sam opisuję.

Podsumowując:

  • Wiedza się zmienia, istnieje multipoglądowość!
  • Starajmy się współodczuwać, postawić od czasu do czasu na miejscu drugiej osoby.
  • Nie wierzmy w większość plotek, starajmy znaleźć źródło informacji i określić jego jakość

Pierwsze przymiarki

23 kwietnia Roku Pańskiego 2007

Wreszcie po długim okresie czasu zebrałem się do poczęcia bloga i wkroczenia w nową formę mani prześladującej sporą grupę moich przyjaciół. Pisałem kiedyś pamiętnik, ale po przeprowadzce do Paryża zabrakło czasu, weny, chęci, było mnóstwo innych spraw na głowie. Sporadycznie pisałem tylko notatki. Warto od czasu do czasu przelać na papier swoje myśli, uporządkować wydarzenia i sprawy w głowie, podzielić się swoim sposobem widzenia świata z innymi.

Zatem zaczynam!!!

PS. Zacząłem wczoraj pisać swojego bloga na onecie, a dzisiaj zaczynam tutaj, poeksperymentuje trochę z treścią i zobaczę, która strona mi się bardziej spodoba.