czwartek, 31 maja 2007

20 minut - Tak Panie Heathcliff

Zadziwiające jest to ile można zrobić w 20 minut. Dzisiaj jak zwykle wstałem o 8:30. Metro miałem o 9:07, zwykle przesiadam się na stacji Odensplatz i jadę do Garching-Forschungszentrum, ale dzisiaj musiałem sobie kupić bilet na nowy miesiąc. Zatem w ciągu tych 20 minut, bo tyle czasu było do następnego pociągu, pojechałem do Marienplatz, kupiłem bilet, kupiłem i zjadłem hot-doga. Przeszedłem się na piechotę do stacji Odensplatz, podziwiając te piękne miasto.

W drodze myślałem o tym w jaki sposób dojść do stanu rzeczywistości w którym chciałbym się znajdować. Myślałem o tym co pisałem w swoim pamiętniku w 2000 roku, taki gówniarz wtedy jeszcze byłem w zasadzie, jak to się wszystko zmienia... Póki co z takich głównych celów do których dążyłem ostatnio to było jako takie ustawienie się finansowe. Mam mnóstwo pomysłów na to jak to zrobić, ale połączenie z pracą tego nie jest łatwe. Tak poza tym to mam plan, aby sporą część z mojej rzeczywistości przekroczyć, muszę znaleźć jakąś szybszą drogę do góry. Chciałem zajmować się rzeczami niecodziennymi, których nikt wcześniej nigdy nie robił, a to wymagało tupetu i zaparcia na niecodziennym poziomie. Innym celem była miłość w moim życiu, ale ona z tego co wiem sama przychodzi, to taki gość we własnym domu. Zauważyłem też, że wiele spraw czasami się działo u mnie na autopilocie, czyli kiedy w danym miejscu byłem, to pewne sprawy do mnie nie dochodziły, patrząc natomiast z perspektywy widziałem czasami ogromny postęp w stosunku do tego co wcześniej.

Wstąpiłem na Odensplatz do mojego ulubionego kościoła, pomodliłem się przed figurką Matki Boskiej, cała ciemno-czarna, trzyma na rękach małego Jezusa. Kościół barokowy, bogato zdobiony, prawie cały biały, w środku chłodne rześkie powietrze. Kiedy coś się u mnie w życiu działo to był to taki mój drugi dom, miejsce w którym zbierałem siły, na codzień w trudnych momentach się modliłem. Modlitwa taka nawet pomogła mi mocno kilka razy, ale kościół był jednak w tym wypadku wyjątkowym miejscem. Ten okalający spokój kojący czasami ból, strapienia i zwykłą codzienność był tak niesamowity w kontakcie. Po to też buduje się kościoły strzeliste, piętrzące się w górę, myśli biegną ku górze, unoszą się w łuki, ten okalający spokój zmieszany z rześkim powietrzem, czasami zapachem unoszącym się ze świec, dymu z kadziła, niesamowicie wpadającym i rozświetlającym światłem słonecznym. Przypominały mi się dawne lata, biografia Jana Pawła II, którą niedawno czytałem, wspomnienia z tamtego okresu. Tak, to był taki drugi dom, przystać do której zawsze można było wrócić i wziąć nowe zapasy świeżej energii...

W kościele znajdowałem też ostatnio potrzebny mi spokój, bo energia się we mnie buzowała ostatnio bardzo, w pracy szło mi nieźle, pozytywne wyniki dostarczały adrenaliny. Dodatkowo mój rozwój społeczny, przełamywanie się, poznawanie nowych zasad dostarczały mi jeszcze większe ilości energii. Poznawałem ostatnio mnóstwo ludzi, w instytucie, w mieście, wśród nich zdarzały się bardzo ciekawe osobistości, takie z górnej półki. Doszedłem też do miejsca w którym zaczołęm nie tylko akceptować siebie, ale lubić spędzać ze sobą czas. Patrzyłem na świat oczami osoby, która stara się znaleźć zawsze jakieś dobre wyjście. Stawałem się bardzo męski, tak Panie Heathcliff, męskość ostatnio mnie rozpierała. Wczoraj wieczorem miałem tak dużo w sobie energii, że jedyne co mi pomogło to granie na pianinie, uczyłem się od tygodnia dopiero, a już widziałem mały postęp, palce szybko się przystosowywały do klawiatury, a granie pozwalało zapomnieć, uspokoić się, przelać adrenalinę w muzykę. Moje ego ostatnio było rozdmuchane, aż za bardzo, sam tego przecież chciałem, teraz trzeba je dogonić, to znaczy sprawić, aby te rozdmuchanie nie było sztuczne, ale zgodne z prawdziwą naturą. Stąd też ten uspakajający kościół, ta przystań, czy Jan Paweł II nie działał z wielkim spokojem, ale także z ogromną adrenaliną? On swoją siłę znajdował w modlitwie, godne to naśladowania...

Potem wyszedłem, kupiłem maliny, następnie w podziemiach kupiłem bułki z wiśniami, kirsch rolle, zapas do pracy w pracy i zostało mi jeszcze 2-3 minuty do następnego metra.

Ile można zrobić w ciągu 20 minut, a przecież to nie są wszystkie myśli, które mi się w tej drodze pojawiły?

Brak komentarzy: