sobota, 19 maja 2007

Myszki na stacji Odeonplazt

Kiedy wieczorem wracam do domu zawsze przesiadam się na stacji Odeonplatz z lini 6 metra, na 5, a potem dalej zmieniam ją na 4. Zwykle też muszę na tej stacji poczekać trochę na kolejny pociąg. W Monachium są one w miarę możliwości punktualne, jeżeli wracam przez 24 to muszę czekać około 8 minut, a jeżeli po to pociąg ucieka mi zwykle o kilka sekund. Chyba, że jadę wcześniej do centrum miasta, bo wtedy można sobie lepiej dobrać te pociągi, ale wracając do stacji Odeonplatz. Gdy się zejdzie pod ziemię do linii 5 to właściwie prawie zawsze grasują tam myszki. Są one tak oswojone, że często nawet podchodzą stosunkowo blisko ludzi. Gryzonie, czy wiecie, że kiedy wyginęły dinozaury, z nie do końca jasnych powodów to właśnie gryzonie przetrwały, były małe i o wiele bardziej inteligentne, właściwie od nich wywodzi się według teorii ewolucji lina biegnąca do innych ssaków. Obserwując te myszki na stacji, można dojść do wniosku, że są to mądre zwierzęta. Ja bardzo często na kolację jem jedną małą paczkę chipsów peppies-bacon. Zresztą jest jeszcze jedna śmieszna uwaga dla wtajemniczonych, chipsy te znajdują się w automacie pod numerem 42 i jak dalej wyjaśnię ma to jeszcze związek z myszkami, czyżbym odkrył pewną tajemnicę? Zatem zawsze zostawiam kilka chipsów dla tych myszek, a one przychodzą bardzo szybko, czasami nawet kilka się o nie kłóci. Śmieszne :)

Raz przechodziłem po deszczu swoim parkiem, na chodnik, który jest przy okazji ścieżką rowerową wyszły dżdżownice. Na początku wziąłem jedną patykiem i przeniosłem na trawę, po chwili okazało się, że jest ich multum, a mi się jakoś tak smutno zrobiło, że nikt im nie pomoże, przecież to nie ich wina, że w środku parku biegnie droga rowerowa. Zatem poprzenosiłem na trawę ich tyle ile mogłem. Trzeba cenić życie innych istot i pomagać im, szczególnie, kiedy one same o pewnych sprawach nie wiedzą. Raz natknąłem się na parę dwóch dżdżownic, jak wiadomo są one hermafrodytami, to znaczy obojnakami, kiedy przenosiłem je starałem przenieść obie naraz. Czy dżdżownice coś czują, zakochują się, mają swoje drugie połówki? Wtedy w to prawie uwierzyłem, teraz w to wątpię. W którymś z ostatnich Światów Nauki było napisane, że najprostsze emocje dopiero odczuwają ryby, a nawet one mają rozwinięte je na bardzo niskim poziomie.

Tak przeglądając wikipedię na ten temat właśnie sobie uświadomiłem, że u wszystkich ssaków wyższych, łożyskowców, przyszłe osobniki rozwijają się u matki w brzuchu. Prawie wszystkie matki były zatem połączone w szczególny sposób ze swoimi małymi, opiekują się nimi, po urodzeniu, a nowonarodzone istoty są przywiązane do swoich matek. Tak od 200 milionów lat. Czasami zastanawiam się, czy nie chciałbym być z tego powodu kobietą, mężczyznom taki stopień więzi jak między matką, a dzieckiem nigdy nie jest dany. Myślę o tym czasami ostatnio, bo moja siostra Kasia jest w ciąży i widziałem kilka razy jak rozmawia ze swoim dzieckiem. Raz byłem w kuchni, przekomiczna sytuacja, pierwszy raz to wtedy widziałem, moja siostra stoi i mówi: „O a teraz widzisz wrzucamy jajka na patelnie, o dokładnie tak…”, ja do niej podchodzę i pytam się z kim rozmawiasz, a ona lekko zmieszana odpowiada, jak to, ze swoim dzieckiem. Czasami odczuwam instynkt macierzyński, czy to możliwe? Nam mężczyznom nie jest to dane, chociaż z drugiej strony my też w tym procesie bierzemy udział, mamy z dzieckiem wspólne więzy krwi, podział kodu genetycznego przechodzi prawie pół na pół, oprócz mitochondriów, które dziedziczy się po matce, co oczywiście skwapliwie w swoich analizach wykorzystała nauka.

Raz kiedy karmiłem te myszki, przyszedł jeden chłopak, wziął parę chipsów odemnie i karmiliśmy je razem :) Zapomniałem dodać, że zwykle zostawiam trzy chipsy tuż przed wejściem do pociągu, nie chcę, aby się na mnie ludzie dziwnie patrzyli, bardzo często zanim pociąg odjedzie chipsów już nie ma…

Brak komentarzy: