Dzisiaj wybrałem się do sklepów, kupić sobie trochę ubrania. Spodnie do chodzenia po górach. No i natknąłem się na blado-różowe koszule, zakochałem się w różu, musiałem go mieć. Jakiś czas później kupiłem sobie jedną ekstra koszulę w H&M, a także drugą niebieską. Szukałem jakiejś ciekawej marynarki, bo moją najlepszą niestety ktoś ukradł na dyskotece, a mówili, że to się tu nie zdarza. Zgodnie z pewnymi uwagami, przy kupowaniu spodni teraz baczną uwagę zwracałem na to jak wygląda w nich moja pupa. Zauważyliście, że niektórzy ludzie mają bardzo zgrabne pośladki, a zakładają takie spodnie, że ich pupa wygląda jak siódme nieszczęście. Dotyczy to tak samo kobiet, jak i mężczyzn. Szukałem zatem właśnie nowej poleconej lnianej marynarki Pierre Cardin i dobranych do nich spodni. Niestety trzy sklepy obszedłem i nie było, tzn. w jednym były tylko spodnie, będę musiał uważniej poszukać, bo nie miałem już czasu.
Swoją drogą to zauważyłem, że od jakiegoś czasu podchodzę inaczej do problemów. Kiedyś stawałem przed nimi i rozkładałem ręce, czasami myśląc o nich, ale nic nie robiąc. Teraz kiedy pojawiał się problem, myślałem w kategoriach, o jest jakieś wyzwanie, jak je rozwiązać, znalazłem kilka sposobów, a potem wybierałem najlepsze. Jeżeli coś szło opornie, to problem trzeba było rozbić na kilka kroków. W ten sposób, coś co kiedyś dla mnie było piętrzącą się górą nie do przejścia w tej chwili przeskakiwałem. Miałem przy tym poczucie takiej szybkości, tzn. rozwiązują te sprawy widziałem nowe i nowe, wpadłem w taki kręciołek, ok. co następne do zrobienia.
Wynikało to też pewnie z pracy. Mój styl w niej zmienił się od pół roku diametralnie. Wcześniej stawałem przed problemem i czasami godzinami, a nawet dniami zastanawiałem się jak go rozwiązać. Jeżeli przychodziło mi do zrobienia coś mozolnego, to nie mogłem się do tego zebrać. Teraz czasami mam tak, że w ciągu kilku godzin robię robotę, która do niedawna potrafiła mi zająć tydzień, a czasami miesiąc wymówek. Tempo to było tak szybkie, że po tych kilku godzinach się zastanawiałem jak ja to w ogóle robię. Co śmieszniejsze, dzięki temu mogłem więcej odpoczywać, bo zamiast coś robić tak długo to myk.
Mogę podać kilka przykładów z ostatniego roku. W Paryżu przez dwa lata zbierałem się na to, aby mieć komórkę. Zawsze była wymówka, chciałem chodzić na siłownię, zacząłem po prawie dwóch latach dzięki kolegom. Miałem w pracy raz tak, że musiałem przerzucić ogromną ilość danych, trzeba było to jakoś zorganizować automatycznie, robiłem to prawie manualnie co pochłaniało mi mnóstwo czasu. Od końca zeszłego roku zaczęło się to zmieniać. Powiedziałem sobie, Michał działaj, szkoda czasu na duperele, które Cię hamują. Siadłem jednego dnia i uporządkowałem dane, w dwa dni zrobiłem robotę za cały miesiąc, bo teraz jeżeli gdzieś był błąd to wystarczyło poprawić w jednym miejscu i przepuścić wszystko przez automat. To druga bardzo ważna zmiana, zacząłem sobie rzeczy organizować, wcześniej był taki pierdzielnik, że ja się nie dziwię, że można się w tym było zgubić. Po pierwsze ustawianie wszystkiego według hierarchii od rzeczy ważnych do mniej istotnych, a po drugie próba porządkowania na bieżąco. Nie idzie mi to jeszcze tak jak powinno, ale zaczęło być inaczej. Raz miałem tak, że chciałem pojechać do kolegi na południe Francji, do końca się wahałem, w końcu jednego dnia powiedziałem sobie, Michał jedziesz. Spakowałem się, nie spałem w nocy. Znalazłem pociąg z samego rana, dzwonię do niego o 6 rano, bo muszę wychodzić na pociąg, w bilet wpisane dane, tylko nacisnąć na komputerze Enter, A on, że coś, że śpi jeszcze, że coś tam się pozmieniało i żebym zadzwonił później. No trudno mówię, przespałem się, zadzwoniłem do niego kolo drugiej, powiedział, że nie zdecydowałem się wcześniej, a jadą samochodem i dobrali sobie zamiast mnie dziewczynę, bo potrzebowali kompletu. Ja zresztą też nie byłem przekonany do wyjazdu dopóki nie dowiedziałem się, że będzie Hubert. Druga, nie jadę, trudno się mówi. Godzina druga trzydzieści, mój przyjaciel z biura JC mówi, że z Suleimanem jadą na rozmowy do Leiden w Holandii. Znowu światło stop w głowie, może spytać się ich, JC coś tam mówi, że rozmowy raczej będą prywatne, że wszystko szykowali od kilku dni, nic nie mówię. W pewnym momencie zdenerwowałem się na siebie i mówię Michał - Stop, zapytaj się ich, to twoi dobrze przyjaciele przecież, może możesz z nim jechać. Jest godzina druga pięćdziesiąt. Pytam się bardzo nieśmiało JC, a on na to, ale wiesz, my za piętnaście minut jedziemy, ja mówię, w sumie to jestem już spakowany. On na to, OK. zadzwonię do Niruja, jeżeli będzie miejsce do spania to cię zabierzmy, Niruj powiedział, że nie ma problemu. Cyk, godzina trzecia, jadę do domu, biorę plecak, zbieram przewodniki po Holandii i przed czwartą jestem w samochodzie na trasie wylotowej z Paryża z moimi dwoma najlepszymi tutejszymi przyjaciółmi zmierzając w stronę Holandii, a jeszcze dwie godzin temu myślałem, że jadę na południe Francji :) Od razu przy tym sobie wymyśliłem, że może odwiedzę moich znajomych z Brukseli, dzwonię do nich. Niestety czasu było tak mało, że nieudało mi się do nich wpaść w drodze powrotnej. Tak się właśnie stosuje zasadę problem-kilka rozwiązań-szybka decyzja-wybór rozwiązania, następny zestaw proszę.
Problem,: założenie strony internetowej, pomysł około 1999 rok, 2007, tydzień mi zajęło znalezieni jakiegoś edytora, zrobiłem, następny. Monachium, wszystko na ostatnią chwilę, ale udał się załatwić cały wyjazd w ciągu tygodnia, a do tego jeszcze podróż do Polski, następny. Komórka, kupiłem w Paryżu, kupiłem kartę, chociaż to na dwa tygodnie przed wyjazdem do Monachium, wszedłem do sklepu, ciężko było się zdecydować, wybrałem coś najprostszego, nie jest to ideał, ale komórka jest odblokowana na kilku operatorów, jak będzie czas to się wymieni na coś innego. Wybór komórki dla mnie to przecież lata decydowania! Kupiłem kartę, wymyśliłem patent, że skoro Suleiman nie ma to, to mu pożyczę tą kartę, więc będzie korzyść dla obu stron, a ja będę miał komórkę do Monachium. Następny proszę. Własny blog, rok myślenia, jeden dzień założony na Onecie, nie podoba mi się, przechodzę na inną stronę, zakładam, następny proszę. Fakt, że jest w tym też sprawka dodatkowa Monachium - to jest te miejsce w którym wszystko prawie jest na swoim miejscu, chociaż teraz już nie jestem pewien, może to ja się zmieniłem i potrafię się tak szybko dostosowywać, że wiele problemów stało się ciekawymi zagadkami do rozwiązania, następny proszę. Mój przyjaciel jest teraz w Indiach, powiem szczerze, gdybym się nie liczył, aż tak z pieniędzmi i miał trochę więcej czasu to był do niego na weekend wpadł, co tam trzeba być otwartym. Następny proszę.
Spodobał mi się ostatnio jeden model zegarka naręcznego automatycznego tzn. mechanizm mechaniczny, samonakręcający. TAG-Heure, czarna Carrera, chronometr, reklamowany przez Brata Pita, piękny i bardzo elegancji, a zarazem jednak skromny, 2350 EUR w normalnym sklepie, nie jest źle, ale na razie mnie prawie nie stać, za dużo wyrzeczeń, może gdyby niejeść? ;). Podobają mi się też Longines Master Collection z fazami księżyca, dla astrofizyka to chyba coś odpowiedniego. Najbardziej zaawansowany model, fajny ma werk w środku, tzn. mechanizm. Longines z tym werkiem jest jednym z tańszych, są oczywiście też Omegi np., ale to już inna cena, Longines to też coś koło 2000 EUR. Ostatnio jednak jak się przyjrzałem temu TAG-Heure’owi to sobie myślę, kurcze, może rzeczywiście czasami warto wybrać coś prostszego, mam mały dylemat. Trzeba byłoby przymierzyć obydwa, kiedy się na nie uzbiera, albo kupić za te same pieniądze samochód, teraz chyba bardziej by się przydał. Następny proszę.
1 komentarz:
Hi
Prześlij komentarz