Czasami przychodzą do nas takie niespodzianki, wyszedłem z biura i usłyszałem jak ktoś piękni gra na pianinie. Wsłuchałem się i zacząłem szukać, już sama muzyka była piękna, pomyślałem radio, ale nie, radio tak przestrzennie nie gra. Mój nastrój, który wieczorem był już mocno zmęczony znacznie się poprawił. W końcu znalazłem, wszedłem po schodach na górę, doszedłem do sali seminaryjnej, a tam ktoś gra na pianinie. Trochę nieśmiały chłopak, patrzył z lekko spuszczoną głową, nie często spoglądając w oczy, bardzo miły. Okazało się, że jest francuzem, studiuje pod Paryżem w Ecole Polytechnique, a pochodzi z południa Francji.
Przypomniały mi się od razu zeszłoroczne wakacje, więc zaczęliśmy rozmawiać o tamtym regionie. Pochodzi z Manosque, blisko Aix-en-Provance. Rozmawialiśmy o okolicach, między innymi o Le Mont Ventoux, na który to szczyt nie udało nam się z Marysią wjechać, ale to był ubaw, objechaliśmy go całego dookoła. Mówił też o tym jaki jest spokój w Camarque, w pełni się z nim zgodzę. Potem rozmawialiśmy o nauce, on się chce zajmować fizyką plamy, m.in. ITERem, który jest przecież budowany niedaleko jego domu, mówił też, że mają u siebie piękne bezchmurne niebo i na wielu wzgórzach podobno zbudowane są teleskopy. Nie wiedziałem, że Planck musiał wybierać między byciem organistą, a nauką, to jak mój kolega Huber, widocznie muzyka ma coś wspólnego z fizyką. Rozmawialiśmy też o Bachu, o tym jak ciekawą i nowatorską muzykę tworzył. Potem o strojeniu pianina. Na końcu o języku i akcencie francuskim, angielskim. Powiedział mi, że we Francji brakuje dobrych lektorów i w tym jest cały problem z angielskim. Na końcu temat o polityce, wybory prezydenckie za pasem, Nicolas Sarkozy. Tak przebiegła nam miła ponadgodzinna rozmowa. Jak on pięknie grał.
Przypomniały mi się od razu zeszłoroczne wakacje, więc zaczęliśmy rozmawiać o tamtym regionie. Pochodzi z Manosque, blisko Aix-en-Provance. Rozmawialiśmy o okolicach, między innymi o Le Mont Ventoux, na który to szczyt nie udało nam się z Marysią wjechać, ale to był ubaw, objechaliśmy go całego dookoła. Mówił też o tym jaki jest spokój w Camarque, w pełni się z nim zgodzę. Potem rozmawialiśmy o nauce, on się chce zajmować fizyką plamy, m.in. ITERem, który jest przecież budowany niedaleko jego domu, mówił też, że mają u siebie piękne bezchmurne niebo i na wielu wzgórzach podobno zbudowane są teleskopy. Nie wiedziałem, że Planck musiał wybierać między byciem organistą, a nauką, to jak mój kolega Huber, widocznie muzyka ma coś wspólnego z fizyką. Rozmawialiśmy też o Bachu, o tym jak ciekawą i nowatorską muzykę tworzył. Potem o strojeniu pianina. Na końcu o języku i akcencie francuskim, angielskim. Powiedział mi, że we Francji brakuje dobrych lektorów i w tym jest cały problem z angielskim. Na końcu temat o polityce, wybory prezydenckie za pasem, Nicolas Sarkozy. Tak przebiegła nam miła ponadgodzinna rozmowa. Jak on pięknie grał.
Dzisiejszy dzień był także ciekawy pod innym względem, czułem się otwarty, lekko w stylu rozrywkowym, rozmawiałem z prof. Simonem Whitem odnośnie mojej pracy, dostał się jak napisał w e-mailu do "as a foreign associate of the US National Academy of Sciences". Było z tego powodu przygotowane przyjęcie, szampan, kilka rodzajów ciasta, uroczystość dodatkowo dotyczyła jednego z pracowników, któremu urodził się tego dnia drugi syn. Bardzo rodzinnie i miło. Spotkałem także swojego kolegę z Francji JC, wziąłem do niego numer, jego przyjaciel się żeni, a on wybywa na dwa tygodnie do Boliwii, potem mam nadzieję się zobaczymy. Byłem też na bardzo dobrym seminarium o promieniowaniu Gamma, smutno się mi zrobiło, bo dowiedziałem się, że zmarł prof. B.Paczyński, człowiek legenda polskiej astronomii, zresztą dobry przyjaciel mojego promotora, w sumie miałem nadzieję, że go spotkam kiedyś na żywo, ale wiedziałem również też od dawna o jego chorobie. Co do promieni Gamma to nadal nie znamy do końca ich przyczyny, mówi się o zapadających gwiazdach, łączących się gwiazdach itp., ale modeli jest na pęczki, a brakuje jakiegoś jednego spójnego obrazu. Jak to mój kolega z polski powiedział, takie machanie rękoma, całkowicie się z nim zgodzę. To jak tysiące teorii inflacji, czasami zastanawiam się, czy jest sens się czymś takim zajmować, jakby nie patrzeć ma to małe walory praktyczne. Przychodzi wiele nowych danych o superdokładności, więc z czasem może się dowiemy jak to z tym promieniowaniem Gamma jest, a to było wielkie marzenie prof. Paczyńskiego.
Dzień wcześniej spotkała mnie też ciekawa mini przygoda, byłem w swoim meksykańskim barze, jak zwykle na piwie, to już prawie tradycja, po godzinach spędzonych w pracy i różnych trudniejszych obliczeniach trzeba się wieczorem odprężyć, a przy okazji starać zsocjalizować. Spotkałem więc najpierw jednego faceta z Chile, pogadaliśmy sobie trochę, nie miał gdzie spać, chciałem go nawet zaprosić do siebie, ale nie wyglądał na osobą godną zaufania, a może nawet nie tak, nie wyglądał, aby osoby z jego otoczenia wyglądały na godne zaufania. W rozterkach opuściłem bar, potem w metrze przez przypadek spotkałem grupę, która szukała pewnej stacji, mówili tylko po angielsku, więc im pomogłem. Razem wysiedliśmy, byli z Australii, jeden chłopak miał nawet pochodzenie polskie. Porozmawialiśmy sobie, on mówił akurat o swojej wstrząsające wyprawie tego dnia do Dachau. Chcieli zwiedzić różne miejsca w Europie, porozmawialiśmy sobie trochę o Australii, odnośnie moich opinii, które kiedyś zasięgnąłem u Izy, która tam była. A potem zrobiłem głupotę, moje metro jechało w drugą stronę, powinienem był pojechać z nim, otworzyłem grupę i dobrze mi się z nimi rozmawiało, ludzie na poziomie, ale zostałem, czego potem bardzo żałowałem.
No nic trzeba popracować jeszcze nad swoją spontanicznością i przyspieszyć swój system decyzyjny do magicznych trzech sekund. I tak już mi idzie całkiem nieźle, moja spontaniczność w okresie ostatnich kilku lat rozwinęła się znacząco. Nie działa jednak jeszcze zawsze, nie jest też tak szybka jak być powinna. Regułą trzech sekund zaczerpnięta jest z poradników dla PUA (Pick-Up Artist), sprawdzają się w wielu momentach w życiu. Czasami jest tylko tyle czasu na podjęcie decyzji, po drugie przesadne myślenie często rozprasza. Po trzecie szczególnie kiedy chce się porozmawiać z innymi nieznajomymi to okienko dobrego kontaktu czasami trwa tylko te kilka sekund, aby potem zamknąć się całkowicie. Przykład z życia wzięty: Idę nocą, na ulicy idzie za mną polska grupa, przechodzę koło mnie, mogę wtrącić trzy słowa do ich dyskusji, nie robię tego, chwilę potem są już przede mną, a ja wiem, że właśnie uciekło mi tych kilka magicznych sekund i okienko się zamknęło, mogłem porozmawiać, może byłaby to krótka wymiana zdań, może poznałbym nowych przyjaciół. Dlatego staram się od jakiegoś czasu synchronizować właśnie w tym czasie. Dużo pracy w to trzeba włożyć, ale z drugiej strony jest to ciekawe wyzwanie, tak samo przyjemne, a może i bardziej, jak rozwiązanie jakiegoś problemu z informatyki, fizyki, czy matematyki.
Dzień wcześniej spotkała mnie też ciekawa mini przygoda, byłem w swoim meksykańskim barze, jak zwykle na piwie, to już prawie tradycja, po godzinach spędzonych w pracy i różnych trudniejszych obliczeniach trzeba się wieczorem odprężyć, a przy okazji starać zsocjalizować. Spotkałem więc najpierw jednego faceta z Chile, pogadaliśmy sobie trochę, nie miał gdzie spać, chciałem go nawet zaprosić do siebie, ale nie wyglądał na osobą godną zaufania, a może nawet nie tak, nie wyglądał, aby osoby z jego otoczenia wyglądały na godne zaufania. W rozterkach opuściłem bar, potem w metrze przez przypadek spotkałem grupę, która szukała pewnej stacji, mówili tylko po angielsku, więc im pomogłem. Razem wysiedliśmy, byli z Australii, jeden chłopak miał nawet pochodzenie polskie. Porozmawialiśmy sobie, on mówił akurat o swojej wstrząsające wyprawie tego dnia do Dachau. Chcieli zwiedzić różne miejsca w Europie, porozmawialiśmy sobie trochę o Australii, odnośnie moich opinii, które kiedyś zasięgnąłem u Izy, która tam była. A potem zrobiłem głupotę, moje metro jechało w drugą stronę, powinienem był pojechać z nim, otworzyłem grupę i dobrze mi się z nimi rozmawiało, ludzie na poziomie, ale zostałem, czego potem bardzo żałowałem.
No nic trzeba popracować jeszcze nad swoją spontanicznością i przyspieszyć swój system decyzyjny do magicznych trzech sekund. I tak już mi idzie całkiem nieźle, moja spontaniczność w okresie ostatnich kilku lat rozwinęła się znacząco. Nie działa jednak jeszcze zawsze, nie jest też tak szybka jak być powinna. Regułą trzech sekund zaczerpnięta jest z poradników dla PUA (Pick-Up Artist), sprawdzają się w wielu momentach w życiu. Czasami jest tylko tyle czasu na podjęcie decyzji, po drugie przesadne myślenie często rozprasza. Po trzecie szczególnie kiedy chce się porozmawiać z innymi nieznajomymi to okienko dobrego kontaktu czasami trwa tylko te kilka sekund, aby potem zamknąć się całkowicie. Przykład z życia wzięty: Idę nocą, na ulicy idzie za mną polska grupa, przechodzę koło mnie, mogę wtrącić trzy słowa do ich dyskusji, nie robię tego, chwilę potem są już przede mną, a ja wiem, że właśnie uciekło mi tych kilka magicznych sekund i okienko się zamknęło, mogłem porozmawiać, może byłaby to krótka wymiana zdań, może poznałbym nowych przyjaciół. Dlatego staram się od jakiegoś czasu synchronizować właśnie w tym czasie. Dużo pracy w to trzeba włożyć, ale z drugiej strony jest to ciekawe wyzwanie, tak samo przyjemne, a może i bardziej, jak rozwiązanie jakiegoś problemu z informatyki, fizyki, czy matematyki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz