Jechałem dzisiaj rano metrem do pracy, było tłoczno. Na przeciwko mnie siedziała mama z córką. Córka się do niej cały czas tuliła, miało około trzech-czterech lat, ciemne blond włosy, niebieskie oczy, a mama wyglądała inaczej miała ciemniejsze brązowe włosy i w podobnych odcieniach oczy. Mówię, pewnie podobna do taty, coś może i z mamy u niej było, była bardzo ładna, pewnie taka jak tata. Zaintrygowała mnie swoim zachowaniem i pchnęła w stronę przemyśleń. Była poważna, tak się tuliła.
Pomyślałem sobie jakie to ciekawe jest i niesamowite zajęcie. Po co ludzie chcą mieć w ogóle dzieci, obowiązek, ogromny koszt wydatkowanej energii i czasu, wszelkich własnych zasobów. Przez jakiś czas powiedziałbym nawet obserwując swoją siostrę, że małe dziecko rozwijające się w brzuchu mamy to jakby ktoś zupełnie obcy, żyjący w symbiozie. Czy jednak jest to prawda? Po pierwsze dziecko zgodnie z biologicznymi podstawami ma około 50% genomu mamy i 50% taty, jest jakby ich kopią, ale taką zmieszaną, nosi ono w sobie cząstkę nas samych. Po drugie poznając już trochę świata dochodzę do wniosku, że trudno znaleźć w znanym mi wszechświecie cokolwiek o tak ogromnym stopniu skomplikowania jak człowiek. Pokazane to było w filmie: "Kto to mówi". Komórka jajowa jest skomplikowana, ale w porównaniu do całego organizmu jest malutka, minimalna. Kiedy wnika w nią plemnik, który jest jeszcze prostszej budowy, bo w zasadzie prawie sam kod genetyczny następuje ten specjalny moment, najpierw zmieszanie kodu DNA na ponad (4²²)² (309,485,009,821,274,699,980,603,392) różnej ilości możliwości, a potem start. Tylko jedna mała komórka w której wszystko jest zakodowane, tysiące różnych związków, połączeń, schematów, cały misterny plan. To się w żaden sposób w głowie nie mieści. Na początku tempo podziału nie jest jakieś bardzo szybkie. Potem przyspiesza, 3 mld lat ewolucji, długi okres, około 1 mln lat od powstania ludzio-podobnych, 100 tys. lat od ekspansji, czyli od 5 tys. pokoleń, wybory przodków, doświadczenia, skarbnica wiedzy naszej kultury, każda z tych części w jakiś sposób odciska piętno na tej komórce. Ile przed nią oczekiwań?
Jeżeli wszystko przebiega sprawnie to po 9 miesiącach pojawia się mały człowiek, rodzi się, cud natury. Ogromnie skomplikowany organizm, każda komórka to jak wielka fabryka, a liczba takich komórek jest niezliczona, sieci połączeń, setki kości, tysiące mięśni, mózg z ogromną ilością 100 mld - 1 bln neuronów i 10 razy większą ilością komórek glejowych go obsługujących, przy czym każda neuron łączy się średnio z 10 tys. innych, kilka niesamowicie czułych zmysłów, najbardziej niezwykły i skomplikowany organizm chodzący po ziemi.
Siedziałem tak zamyślony. Taki mały człowiek, a ile trzeba wysiłku, aby go wychować, ale on jest taką naszą małą kopią, może doskonalszą od nas samych, kiedyś dorośnie i będzie nam równy, może nawet nas przegoni. Przekazujemy mu cząstkę siebie, tego co my dostaliśmy w prezencie od swoich rodziców.
Kolejna stacja, przyglądam się dziewczynce, tuli się do mamy. Na tej stacji wsiadł tata, bo druga dziewczynka podbiega do mamy, podobna do niej jak dwie krople wody, takie same ciemne włosy, oczy, rysy. Druga córka już się nie tuli, ale biegnie do taty, jest tak jak myślałem do niego podobna. Kilka stacji jadą dalej, rodzina, obrazek rzekłbym mistyczny. Takie małe dzieci, a tak się poważnie już zachowują, rozmawiają, robią takie ciekawe miny, są uspołecznione, zadają ciągle pytania. Chwile potem cała rodzina wysiada z metra, a ja oglądam ich oddalających się. Drzwi pociągu się zamykają, no cóż, czas zmierzać do pracy...
Pomyślałem sobie jakie to ciekawe jest i niesamowite zajęcie. Po co ludzie chcą mieć w ogóle dzieci, obowiązek, ogromny koszt wydatkowanej energii i czasu, wszelkich własnych zasobów. Przez jakiś czas powiedziałbym nawet obserwując swoją siostrę, że małe dziecko rozwijające się w brzuchu mamy to jakby ktoś zupełnie obcy, żyjący w symbiozie. Czy jednak jest to prawda? Po pierwsze dziecko zgodnie z biologicznymi podstawami ma około 50% genomu mamy i 50% taty, jest jakby ich kopią, ale taką zmieszaną, nosi ono w sobie cząstkę nas samych. Po drugie poznając już trochę świata dochodzę do wniosku, że trudno znaleźć w znanym mi wszechświecie cokolwiek o tak ogromnym stopniu skomplikowania jak człowiek. Pokazane to było w filmie: "Kto to mówi". Komórka jajowa jest skomplikowana, ale w porównaniu do całego organizmu jest malutka, minimalna. Kiedy wnika w nią plemnik, który jest jeszcze prostszej budowy, bo w zasadzie prawie sam kod genetyczny następuje ten specjalny moment, najpierw zmieszanie kodu DNA na ponad (4²²)² (309,485,009,821,274,699,980,603,392) różnej ilości możliwości, a potem start. Tylko jedna mała komórka w której wszystko jest zakodowane, tysiące różnych związków, połączeń, schematów, cały misterny plan. To się w żaden sposób w głowie nie mieści. Na początku tempo podziału nie jest jakieś bardzo szybkie. Potem przyspiesza, 3 mld lat ewolucji, długi okres, około 1 mln lat od powstania ludzio-podobnych, 100 tys. lat od ekspansji, czyli od 5 tys. pokoleń, wybory przodków, doświadczenia, skarbnica wiedzy naszej kultury, każda z tych części w jakiś sposób odciska piętno na tej komórce. Ile przed nią oczekiwań?
Jeżeli wszystko przebiega sprawnie to po 9 miesiącach pojawia się mały człowiek, rodzi się, cud natury. Ogromnie skomplikowany organizm, każda komórka to jak wielka fabryka, a liczba takich komórek jest niezliczona, sieci połączeń, setki kości, tysiące mięśni, mózg z ogromną ilością 100 mld - 1 bln neuronów i 10 razy większą ilością komórek glejowych go obsługujących, przy czym każda neuron łączy się średnio z 10 tys. innych, kilka niesamowicie czułych zmysłów, najbardziej niezwykły i skomplikowany organizm chodzący po ziemi.
Siedziałem tak zamyślony. Taki mały człowiek, a ile trzeba wysiłku, aby go wychować, ale on jest taką naszą małą kopią, może doskonalszą od nas samych, kiedyś dorośnie i będzie nam równy, może nawet nas przegoni. Przekazujemy mu cząstkę siebie, tego co my dostaliśmy w prezencie od swoich rodziców.
Kolejna stacja, przyglądam się dziewczynce, tuli się do mamy. Na tej stacji wsiadł tata, bo druga dziewczynka podbiega do mamy, podobna do niej jak dwie krople wody, takie same ciemne włosy, oczy, rysy. Druga córka już się nie tuli, ale biegnie do taty, jest tak jak myślałem do niego podobna. Kilka stacji jadą dalej, rodzina, obrazek rzekłbym mistyczny. Takie małe dzieci, a tak się poważnie już zachowują, rozmawiają, robią takie ciekawe miny, są uspołecznione, zadają ciągle pytania. Chwile potem cała rodzina wysiada z metra, a ja oglądam ich oddalających się. Drzwi pociągu się zamykają, no cóż, czas zmierzać do pracy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz