Spotkałem gdzieś w Internecie jedną polkę z Monachium, poleciła mi ona spotkania w gronie lokalnych studentów z Polski. Zatem wybrałem się tam dwa tygodnie temu. Zanim znalazłem budynek przy kościele udało mi się usłyszeć polski dialekt, najpierw się trochę zatrzymałem, taka wrodzona nieśmiałość, która już pomału mija, ale czasami tak ciekawie się prezentuje. Nawet lubię teraz obserwować tą cechę.
Wszedłem do środka, dużo ludzi, to był wieczór z goframi. Nie mogłem jakoś znaleźć pierwszego kontaktu, więc trafiłem do kuchni, dostałem gofra i porozmawiałem tak chwileczkę z kilkoma osobami, typu jestem nowy itp. Potem kupiłem sobie swoje ulubione Weiss beer i przystanąłem przy grupce ludzi, ale jakoś nie mogłem rozpocząć rozmowy. Po jakimś czasie podeszła do mnie dziewczyna, przedstawiła się jako Izabela, a ja wtedy wpadłem na pomysł, że będę stosował pewną mnemotechnikę do zapamiętywania imion. Mianowicie w rysy twarzy każdej osoby będę wrysowywał pierwszą literę ich imienia. Iza jest w Monachium od 5 lat, studiuję pedagogikę, przez nią poznałem Grzegorza, on tutaj jest już dłużej, zajmuje się marketingiem, ale nie tym od strony klienta, jak to powiedział, tzn. nie potrzebuje w pracy chodzić w marynarce. Poznałem potem Jacka i Piotrka z Warszawy, był gdzieś z okolic Żoliborza, taki lekko nos do góry, jak to my warszawiacy. Kręciła się przy nim dziewczyna o imieniu Marta z Krakowa, taka nasza piękność tego wieczoru. Potem poznałem Wawrzyńca i Krzysztofa, który był tak jak ja nowy, taki zabawowy, obieżyświat, przypominam mi kolegę mojej siostry ze studiów Wojtka. Był jeszcze Radek w kurtce takiej od motoru, jego skojarzyłem tak, że przechyliłem R w jedną stronę i wyobraziłem sobie, że jedzie na motorze, nie rozmawiałem natomiast z nim specjalnie. Siadłem przy stole z drugim Weissem pomiędzy dwoma grupami i tak poznałem Dorotę, która skończyła historię sztuki, mieszka tutaj od 8 lat, jest z Krakowa i uwielbia Alpy. Poznałem także jak mi się wydaje najciekawszą osobę tego wieczoru Józka. Był on już starszy, trudno mi zgadnąć wiek koło 40-50 i pracuje w biurze turystyczny, załatwia m.in. ubezpieczenia.
Z nim i Dorotą zaczęliśmy rozmawiać o sztuce, o tym co się znajduje w tutejszych Pinakotekach, szczególnie o ogromnej kolekcji Rubensa. Warto wspomnieć, że środkowe piętro muzeum zostało tak skonstruowane, aby zmieściło się na wysokość największe dzieło Rubensa, scena sądu ostatecznego. Niesamowite, że Józkowi podobały się obrazy Rembrandta z drogi krzyżowej, bo i ja chociaż widziałem jego wiele dzieł wcześniej na południu Francji i w Amsterdamie to na te kilka malunków zwróciłem baczną uwagę i zrobiły one na mnie ogromne wrażenie: gra światła, głębia, kolorystyka, te niebieskie, żółcie, atmosfera. Zresztą muzeum Rembrandta w Amsterdamie jest w ciągłej przebudowie i póki co większość zbiorów jego i innych Niderlandzkich malarzy jest zamknięta, a w jego miejscowości w Leiden niczego nie znalazłem oprócz jego mieszkania. Potem oczywiście musiałem wspomnieć o tym, że Duda Gracz namalował podobną drogę krzyżową na Jasnej Górze w Częstochowie, polecam. Temat zszedł na malarzy hiszpańskich, a główny punkt programu to El Grecko, którego uwielbia Dorota. My z Józkiem zgodziliśmy się, że niesamowicie ciekawie prezentują się obrazy biednych dzieci przedstawionych w wyidealizowanych scenach Bartlom Estebana Murillo, to była taka muzealna perełka tak jak wiele innych dzieł tutaj się znajdujących. Na końcu porozmawialiśmy jeszcze o ekscentrycznej wizji piekła Boscha, a Józek stwierdził, że jeżeli chcemy zobaczyć kilka wybitnych dzieł Tycjana to koniecznie musimy się udać do Petersburga. Z miłą chęcią się kiedyś tam wybiorę : ) Józek opowiadał też o tym jak to wódkę nocą wyciągali od chińczyków w Paryżu nawet o 4 rano i takie tam różne inne ciekawsze historie.
Ja koniecznie natomiast powinienem uzupełnić swoją wiedzę z dziedziny sztuki. Dziwne jest bardzo, że tego nie uczą w szkole, tak nie powinno być! Człowiek współczesny, humanista powinien zasmakować w obcowaniu ze sztuką, jest ona najgłębszym odzwierciedleniem naszej kultury, człowieczeństwa.
Zwykle potrafiłem zapamiętać imiona dwóch, trzech osób na takim przyjęciu, co innego, że do większej ilości osób nie podchodziłem, a tu nagle stosując zabawnie prostą mnemotechnikę udało mi się ogarnąć tych imion o wiele więcej, przy czym pamiętam nawet jak rysy twarzy każdej osoby, a było to już ponad półtora tygodnia temu.
1 komentarz:
hehe widze ze tak imprezujesz ja w Paryzu:-) Trzymaj sie dzielnie w Niemczech, powodzenia w pracy i odezwij sie po powrocie do Zabolandii!:-)
Prześlij komentarz